Dlaczego nie pomogliśmy małej sarence? Historia Kropki i leśna lekcja odwagi

Czasami najlepsza pomoc nie polega na tym, że robimy coś za kogoś. Czasami polega na tym, że jesteśmy blisko i pozwalamy mu odnaleźć własną drogę. Wszystko zaczęło się w naszym lesie, tuż obok gabinetu w Leśnej Stodole. Odkąd przyjmuję tutaj klientów i pracujemy w otoczeniu przyrody, coraz bardziej doceniam to, co wnosi ona do naszych spotkań.

Niektórym osobom już krótki spacer wśród sosen pomaga zwolnić, oderwać się od codziennego pośpiechu i skierować uwagę na to, co dzieje się tu i teraz. Nie oznacza to, że las rozwiązuje wszystkie problemy. Daje jednak coś, czego często brakuje nam na co dzień: przestrzeń, ciszę i możliwość zatrzymania się. I właśnie tutaj wydarzyło się spotkanie, które stało się początkiem wyjątkowego projektu.

Mała Bambi i jej pierwsze kroki

Pewnego dnia mój syn wybrał się na spacer do lasu z naszą biało-kremową goldenką Maily. Niespodziewanie spotkali maleńką sarenkę. Miała delikatne, długie nóżki, duże uszy i charakterystyczne białe cętki na brązowej sierści. Wyglądała tak, jakby dopiero poznawała świat. Poruszała się niepewnie, a jej cienkie nóżki wyraźnie drżały. Najbardziej niezwykłe było jednak to, że sarenka zaczęła podążać za nimi, jakby Maily była jej starszą siostrą! 🙂

Zaskoczony syn zadzwonił do nas i zapytał: „Co mam z nią zrobić? Ona cały czas za nami chodzi!”. Nagrał też tę wyjątkową chwilę, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć ich niecodzienne spotkanie. Kiedy obejrzeliśmy film, naszym pierwszym odruchem była oczywiście chęć pomocy. Widząc tak maleńkie, nieporadne stworzenie, trudno oprzeć się myśli, żeby podejść, podnieść je, otulić i przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Ale natura rządzi się swoimi prawami.

Młoda sarenka, która wydaje się samotna lub bezradna, wcale nie musi być porzucona przez matkę. Jeśli nie jest ranna i nie widać innych oznak, że potrzebuje interwencji, najczęściej najlepszą pomocą jest pozostawienie jej w spokoju. Dlatego syn nie próbował jej dotykać ani zabierać z lasu. Zachował ostrożność i pozwolił jej pozostać w naturalnym środowisku. Choć przyznam, że wspomnienie maleńkiej sarenki spacerującej za naszą Maily do dzisiaj wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

W naszej rodzinie od razu nazwaliśmy ją Bambi. Ze swoimi wielkimi uszami, cętkowaną sierścią i niepewnymi krokami tak bardzo przypominała nam małą sarenkę z animowanej opowieści Disneya. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że to krótkie, przypadkowe spotkanie stanie się początkiem czegoś znacznie większego. Bo właśnie z tej prawdziwej Bambi narodziła się później nasza Sarenka Kropka — bohaterka, której imię nawiązuje do maleńkich białych cętek, a historia do tych niepewnych pierwszych kroków.

Dlaczego nie zabraliśmy sarenki? Samotność nie zawsze oznacza porzucenie

Widok młodego zwierzęcia bez matki potrafi wzbudzić niepokój. Wiele osób zakłada, że skoro koźlę leży samo w trawie lub zaroślach, musi potrzebować natychmiastowej pomocy. Tymczasem u saren pozostawianie młodych w ukryciu jest naturalnym sposobem opieki. W pierwszych tygodniach życia koźlę jest szczególnie wrażliwe. Jego cętkowana sierść pomaga mu wtapiać się w otoczenie, a słabo wyczuwalny zapach i ograniczanie ruchu utrudniają drapieżnikom jego odnalezienie.

Matka często przebywa w oddaleniu, między innymi po to, aby swoją obecnością nie zwracać uwagi na młode. Wraca do niego na karmienie, zwykle wtedy, gdy w pobliżu nie ma ludzi ani innych potencjalnych zagrożeń. Dlatego samo znalezienie młodej sarny bez matki nie oznacza, że została porzucona. Nie należy jej głaskać, karmić, przenosić ani zabierać do domu. Najlepiej spokojnie się oddalić, a jeśli spacerujemy z psem — nie dopuścić do jego kontaktu ze zwierzęciem.

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których zwierzę rzeczywiście potrzebuje pomocy — na przykład gdy jest widocznie ranne, chore lub wiadomo, że jego matka nie żyje. Wtedy należy skontaktować się z odpowiednimi służbami lub ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt. Tego dnia najlepszą decyzją mojego syna było pozostawienie Bambi w spokoju. I właśnie ta decyzja skłoniła mnie do głębszej refleksji.

Czy my, dorośli, nie próbujemy czasem „podnosić sarenki”?

Kiedy oglądałam film z Bambi, pomyślałam o dzieciach, z którymi pracuję. O ich pierwszych próbach, trudnościach, niepewności i wysiłku wkładanym w uczenie się nowych rzeczy. I o nas, dorosłych. Jak często, kierując się troską, próbujemy przyspieszyć coś, na co dziecko potrzebuje jeszcze czasu?

Kiedy dziecko boi się wejść do nowej grupy, chcemy natychmiast usunąć jego lęk. Kiedy długo zastanawia się nad rozwiązaniem zadania, mamy ochotę przejąć ołówek i powiedzieć: „Daj, zrobię to szybciej”. Kiedy coś mu nie wychodzi, próbujemy zrobić to za nie, żeby oszczędzić mu frustracji. To naturalne odruchy. Chcemy przecież, żeby naszym dzieciom było łatwiej. Ale czasami, pomagając zbyt szybko, odbieramy im okazję do odkrycia własnych możliwości. Zamiast pozwolić ich małym „nóżkom” stopniowo odnaleźć równowagę, podnosimy je i niesiemy dalej.

Robiąc to, możemy niechcący przekazywać dziecku komunikat: „Świat jest zbyt trudny, a Ty jesteś zbyt słaby, żeby samodzielnie sobie poradzić”. Tymczasem odwaga nie polega na tym, że nogi nam nie drżą. Odwaga to czasami próba zrobienia kroku mimo niepewności. Mimo miękkich kolan i szybciej bijącego serca.

Nie oznacza to jednak, że dziecko powinno zawsze radzić sobie samo. Potrzebuje naszej ochrony, bliskości i realnej pomocy, zwłaszcza gdy sytuacja przekracza jego możliwości lub zagraża jego bezpieczeństwu. Sztuka wspierania polega na rozpoznaniu, kiedy pomóc, kiedy zrobić coś razem, a kiedy pozwolić dziecku spróbować samodzielnie. I właśnie w tym miejscu historia Kropki spotkała się z moim sposobem myślenia o pracy psychologicznej.

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach — odkrywanie tego, co już działa

Z założeniami Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) zetknęłam się jeszcze podczas studiów. Przez kolejne lata wracałam do tej filozofii w pracy gabinetowej, a powrót do procesu certyfikacji sprawił, że stała mi się szczególnie bliska. W TSR ważne miejsce zajmują zasoby człowieka, jego dotychczasowe doświadczenia, umiejętności i momenty, w których trudność jest choć trochę mniejsza. Zamiast koncentrować całą uwagę wyłącznie na tym, czego jeszcze nie potrafimy, możemy również zapytać:

  • Co już zrobiłem/zrobiłam?
  • Co mi wtedy pomogło?
  • Jaki niewielki krok chcę zrobić dalej?

Szukając odpowiedzi, nie pomijamy trudności. Staramy się dostrzec również to, na czym można budować zmianę. Dla dziecka może to oznaczać odkrycie, że już kiedyś poradziło sobie z czymś nowym. Że potrafi poprosić o pomoc. Że zna sposób, który pomaga mu odpocząć. Albo że dziś jest gotowe spróbować czegoś, co jeszcze wczoraj wydawało się zbyt trudne.

Dla dorosłego bywa to nauka cierpliwości i uważniejszego towarzyszenia. Zamiast mówić: „Daj, zrobię to za Ciebie”, możemy zapytać: „Chcesz spróbować samodzielnie czy wolisz, żebym Ci pomógł?”. A zamiast: „Przecież to łatwe”, powiedzieć: „Widzę, że próbujesz. Co mogłoby Ci teraz pomóc?”. Wtedy dziecko nie musi udowadniać swojej samodzielności. Może ją stopniowo odkrywać, wiedząc, że ma obok siebie kogoś, na kogo może liczyć.

Tak narodziła się Leśna Drużyna Umiejętności

Historia Bambi była początkiem. Wiedziałam, że chcę stworzyć narzędzie, które pozwoli przenieść tę leśną lekcję do codziennych doświadczeń dzieci i ich rodziców. Zaczęłam inaczej patrzeć na zwierzęta spotykane w pobliżu Leśnej Stodoły. Na ich zachowanie, sposób poruszania się, odpoczywania i radzenia sobie w naturalnym środowisku. Rozejrzałam się po naszej Leśnej Stodole i ścieżkach wokół niej. Okazało się, że Kropka nie jest sama. Nasz las od dawna dostarczał inspiracji, a niektóre z tych niezwykłych spotkań udało nam się uwiecznić na zdjęciach i nagraniach.

Tak powstała Leśna Drużyna Umiejętności:

Dzięcioł Stuk — którego nagrałam na naszej brzozie. Jego rytmiczne stukanie stało się inspiracją do opowieści o wytrwałości, odkrywaniu mocnych stron i zauważaniu nawet najmniejszych postępów. Przypomina, że wielkie zmiany mogą zaczynać się od drobnych, powtarzanych kroków.

Ślimak Mchuś — wędrujący spokojnie wśród wilgotnego mchu. Przypomina, że każdy ma prawo do własnego tempa, a odpoczynek nie jest rezygnacją, lecz ważną częścią troski o siebie.

Lis Prześwitek — bohater, który zachęca do wypatrywania prześwitów w gęstwinie trudności. Pokazuje, że nawet w wymagających sytuacjach zdarzają się momenty, w których jest choć odrobinę łatwiej. Warto je zauważać i odkrywać, co nam wtedy pomaga.

Mrówka Iskierka i jej drużyna — zainspirowane mrówkami poruszającymi się wśród igliwia przy Leśnej Stodole. Ich historia przypomina, że nie wszystko trzeba robić samodzielnie, a poproszenie o pomoc może być przejawem odwagi i sprawczości.

Bażant Piórek — ma swoją szczególną historię. Prawdziwy bażant pojawiał się przed naszymi dużymi oknami i spacerował po tarasie. Udało mi się również zarejestrować jego donośne wołanie. To właśnie ono zainspirowało opowieść o własnym głosie, dokonywaniu wyborów i stawianiu granic.

I wreszcie Maily — nasza biało-kremowa goldenka. Maily nie jest kolejnym leśnym nauczycielem. Jest towarzyszką. Jej obecność stała się dla mnie symbolem bliskości bez presji i oceniania. Bo nie zawsze potrzebujemy kolejnego pytania, zadania czy wskazówki. Czasami potrzebujemy po prostu kogoś, kto będzie obok.
Bohaterowie „Leśnych Prześwitów” mają swoje imiona i opowieści. Są postaciami inspirowanymi naturą, a część z nich ma również prawdziwe fotograficzne i filmowe pierwowzory.

Dwa Tropy — dziecko odkrywa, dorosły towarzyszy

Z tych doświadczeń narodził się projekt „Leśne Prześwity – Dwa Tropy”. To opracowywany przeze mnie zestaw 52 kart, Leśny Paszport Umiejętności oraz przewodnik do wspólnej pracy dzieci i dorosłych. Dlaczego „Dwa Tropy”? Ponieważ rozwijanie umiejętności dziecka nie zależy wyłącznie od niego. Równie ważne jest to, w jaki sposób reaguje jego otoczenie.

Pierwszy trop należy do dziecka. Co już potrafię? Czego chcę się nauczyć? Co mi pomaga? Jaki krok wybieram?
Drugi trop należy do dorosłego. Jak mogę Cię wspierać? Co mogę zrobić inaczej? Kiedy moja pomoc jest potrzebna, a kiedy mogę dać Ci więcej przestrzeni?

Nie chodzi o sprawdzanie dziecka ani nagradzanie za „grzeczne zachowanie”. Dlatego w kartach jest również miejsce na odmowę, odpoczynek i własny wybór. Dziecko może powiedzieć „PAS”, odłożyć kartę, zmienić zadanie albo zakończyć zabawę. Nie musi odpowiadać na każde pytanie.

W Leśnym Paszporcie znajduje się także Drzewo Małych Odkryć Stuka. Każdy listek może symbolizować coś ważnego, co dziecko zauważyło o sobie. Nie jest nagrodą. Jest śladem odkrycia.

Nie musisz rosnąć szybciej. Rośnij po swojemu

Kiedy dziś wracam myślami do nagrania Bambi, nie widzę już wyłącznie maleńkiej sarenki na drżących nogach. Widzę historię o uczeniu się, cierpliwości i zaufaniu. O tym, że rozwój rzadko przebiega idealnie. Że możemy potrzebować wsparcia, odpoczynku i wielu prób. Że odwaga nie zawsze oznacza zrobienie kolejnego kroku. Czasami oznacza poproszenie o pomoc, powiedzenie „nie” albo przyznanie, że potrzebujemy więcej czasu. I że rolą dorosłego nie jest zawsze wskazywanie drogi. Czasem wystarczy stworzyć warunki, w których dziecko będzie mogło odkryć swoją.

„Nie musisz rosnąć szybciej. Rośnij po swojemu.”
To zdanie stało się jednym z najważniejszych przesłań „Leśnych Prześwitów”.

Przygotowuję obecnie materiały do pilotażu i chcę stopniowo sprawdzać, jak sprawdzają się w pracy z dziećmi oraz ich bliskimi. Będę testować je w gabinecie w Katowicach i w mojej Leśnej Stodole. Będę też dzielić się doświadczeniami z rozwijania projektu. A wszystko zaczęło się od małej Bambi, leśnej ścieżki i decyzji, żeby nie zabierać jej z miejsca, w którym mogła dalej poznawać świat.

Jeśli podczas spaceru spotkacie młodą sarnę, która nie jest ranna, pamiętajcie: zwykle najlepiej spokojnie się oddalić i pozostawić ją w spokoju. Więcej informacji o postępowaniu ze znalezionymi dzikimi zwierzętami można znaleźć na stronie Lasów Państwowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top